Rekordowe liczby godzin pracy, stawki dochodzące do 250 zł za godzinę i praktycznie brak realnych limitów. Tak wygląda codzienność wielu polskich lekarzy, którzy dorabiają na dyżurach do pensji podstawowej. Medonet porozmawiał z kilkoma z nich.
Głośne doniesienia o nieprawidłowościach przy rozliczaniu czasu pracy medyków otworzyły szerszą dyskusję o systemie ochrony zdrowia. Rozmowy z lekarzami o różnym stażu pokazują, że dyżury pełnią dziś podwójną rolę — łatają braki kadrowe w placówkach, a jednocześnie stanowią sposób na znaczące podniesienie dochodów.
Rekord 519 godzin w miesiącu
Szczególnie zaskakujące relacje płyną od młodych medyków, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. To właśnie oni najczęściej sięgają po dodatkowe zlecenia, traktując je jako naturalny element rozwoju kariery i sposób na finansowe usamodzielnienie się.
Anonimowy lekarz rodzinny wspomina, że u progu praktyki zawodowej rzadko schodził poniżej 300 godz. miesięcznie. Jego osobisty rekord to 519 godz. w ciągu jednego miesiąca, co osiągnął w okresie dynamicznego rozwoju telemedycyny, pełniąc nocne dyżury telefoniczne. Liczba teleporad bywała różna — od kilku do zera w ciągu jednej zmiany.
Dziś ten sam medyk pracuje znacznie mniej, bo od 100 do 150 godz. w miesiącu, przygotowując się do wyjazdu za granicę. Jak zauważa, taki tryb pracy jest jednak rzadkością w środowisku. Lekarze rodzinni najczęściej mają za sobą około 250 godz. miesięcznie, a medycy szpitalni przeciętnie 200 godz.
Doba w pracy jako standard w szpitalu
W polskich placówkach nadal funkcjonuje model organizacji pracy, który osobom spoza branży może wydawać się trudny do zaakceptowania. Chodzi o łączenie zwykłej zmiany z całonocnym dyżurem, co w praktyce oznacza spędzenie w szpitalu doby bez przerwy.
Anonimowy specjalista anestezjologii i intensywnej terapii tłumaczy, że medyk zazwyczaj pracuje do godz. 15, a następnie zostaje na dyżurze do rana następnego dnia. W jego ocenie doświadczeni lekarze bardziej dbają o równowagę między pracą a życiem prywatnym niż rezydenci. — Podejście było takie, że jak trzeba było pracować, to się pracowało i nie narzekało. Zdarzały się dyżury po 48 godz., nawet dłużej. Bywało, że lekarze brali całe weekendy i dyżurowali od piątku do poniedziałku rano. Wszyscy pracowali bardzo dużo, przez cały czas byli w pracy, praca była priorytetem — wspomina okres rezydentury na łamach Medonetu.
Jeszcze więcej zastrzeżeń budzi praktyka przechodzenia po nocnej zmianie prosto do kolejnej placówki. Młody lekarz rodzinny potwierdza, że takie sytuacje zdarzają się na porządku dziennym. — Są osoby, które po takim dyżurze idą od razu do przychodni i spędzają tam kolejnych kilka godzin — mówi. Pytany o konsekwencje zdrowotne odpowiada zwięźle: — Idzie się przyzwyczaić.
Obciążenie psychiczne w podstawowej opiece zdrowotnej
Zbliżone doświadczenia opisuje młoda lekarka pracująca w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ), która miała także epizod w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Sama nie należała do rekordzistów — brała pięć-sześć dyżurów w miesiącu — jednak stopniowo rezygnowała z dodatkowej pracy. — Obciążało mnie to psychicznie i fizycznie — przyznaje.
W jej otoczeniu zachowanie umiaru należy jednak do wyjątków. — Ludzie biorą po 8-10 dyżurów w miesiącu. Jeśli ktoś potrzebuje więcej pieniędzy, to w taki sposób sobie dorabia — mówi. Zaznacza, że nikt formalnie nie kontroluje liczby dyżurów: — Nikt nikogo nie zmusza do tej pracy, ale też nie powstrzymuje. Ja nigdy nie usłyszałam, że biorę za mało albo za dużo dyżurów, nikt tego nie kontroluje. Niektórzy naprawdę "cisną", żeby odłożyć pieniądze, ale na dłuższą metę to męczące i wypalające. W przychodni, w której pracowałam, lekarze często się zmieniali właśnie z uwagi na to obciążenie.
Stawki od 110 do 250 zł za godzinę
Wynagrodzenie za dyżur różni się w zależności od wielu czynników — stażu, specjalizacji, konkretnej placówki oraz części kraju. Największe różnice widać między dużymi ośrodkami miejskimi a mniejszymi miejscowościami, gdzie brakuje personelu medycznego.
Młoda lekarka POZ wskazuje, że w większym mieście stawki oscylują wokół 110-130 zł za godzinę. W miejscowościach borykających się z deficytem kadrowym oferty przekraczają 180 zł za godzinę. Dodaje, że w ramach jednego dyżuru medyk zajmuje się nie tylko pacjentami w gabinecie, lecz również jeździ na wizyty domowe i stwierdza zgony.
Lekarz rodzinny podaje z kolei kwoty na poziomie około 160 zł za godzinę w ambulatorium oraz 150-180 zł w podstawowej opiece zdrowotnej. Na izbie przyjęć w jego okolicy pułap sięga 250 zł za godzinę. — Rezydentura to ok. 8 tys. zł na rękę, a przy dużej liczbie dyżurów, powiedzmy 12, można dodatkowo wyciągnąć 24-25 tys. zł brutto — wylicza. Pytany o maksymalne możliwe zarobki lekarza w trakcie specjalizacji odpowiada: — Sky is the limit.
Odpowiedzialność a wynagrodzenie według Bartosza Fiałka
Lek. Bartosz Fiałek zwraca uwagę, że wynagrodzenie powinno odzwierciedlać nie tylko lokalizację, lecz także zakres odpowiedzialności ciążącej na medyku. Jego zdaniem system porównuje wyceny za dyżury o skrajnie różnym charakterze, choć wymagania wobec lekarza znacząco się różnią.
— Nie może być tak, że anestezjolog z wieloletnim doświadczeniem dostaje tyle samo co lekarz kilka lat po stażu. To nie jest sprawiedliwe — ocenia specjalista reumatologii w rozmowie z Medonetem. — Trudno też, żeby na SOR-ze w Płońsku lekarz zarabiał tyle, ile na SOR-ze w warszawskim szpitalu uniwersyteckim, gdzie trafiają urazy wielonarządowe, zawały, udary, wszystko. Jednocześnie znaczenie ma dostępność specjalistów. Tam, gdzie jest mniejsza podać lekarzy, stawki są po prostu wyższe.
źródło: medonet.pl

